Dostałam rachunek od amazon.de

za grudzień.

860 euro!

Ostatnie 214 euro, to zakupy związane ze zwalczaniem giardii.

Bez nich rachunek wyniósłby 660 euro.

Szoku lekkiego doznałam.

Chyba odrobinę przesadziłam z zakupami...

Prawdę mówiąc liczyłam na to, że tak jak w obu poprzednich latach, amazon.de podzieli grudniowy rachunek na dwie części, jedną do zapłacenia w styczniu, drugą w lutym.

Przeliczyłam się.

Sytuacja na paypalu wygląda podobnie... 980 euro!

Gorąco mi się zrobiło, jak połączyłam kropki.

Do tego kredyty, karty kredytowe, ostatnia rata za kurs "Kudłate rozmówki", obowiązkowa składka zdrowotna, bilet miesięczny, czynsz, prąd, internet, abonament RTV, przed którym też nie ma ucieczki... choć nie oglądam niemieckiej telewizji, ani nie słucham niemieckiego radia... Nawet nie mam radia, ani telewizora.

A nie! Przepraszam telewizor mam. W piwnicy.

Rachunek za dwie ostatnie rehabilitacje Bojki 130 euro.

No i jeść też musimy.

Choć... w sumie... zapasy mamy tak duże dla nas wszystkich, że mogłabym przeżyć ten miesiąc bez robienia zakupów.

Reasumując, w styczniu potrzebuję jakieś ... 4900 euro. 😅

No może odrobinę mniej... 4800 - 4750. Mam jakieś rzeczy do zwrotu.

Jutro powinnam dostać od Nory 125 euro za grudniową fakturę oraz 25 euro tytułem ostatniej, częściowej wypłaty zysków z forexu. No to JUŻ mam 150 euro.

******

Moja wartość netto zanurkowała.

Ale zamierzam wyprowadzić ją w tym roku na zacny plus.

To jest moje postanowienie noworoczne. :)

******

Waga na koniec 2025, 76,5 kg. Jestem opuchnięta. Bez opuchlizny będzie jakieś dwa kilogramy mniej.



Komentarze

  1. Ale to były jakieś konkretne zakupy czy pierdoły? Może część da się jeszcze zwrócić? Ja bym bardzo chciała zaokrąglić w tym roku swoją wartość netto, ale biorąc pod uwagę aktualną niepewność zawodową, nie nastawiam się na to.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skłoniłaś mnie do analizy tego, co nawywijałam na amazon.de. Około 26 euro mam opłat abonamentowych, prime, audible, ARTHaus+, brak reklam podczas oglądania filmów, 107 euro, to był zakup dla Zielonej Skarpetki, za który oddała mi pieniądze, 214 euro to wydatki na zwalczenie Giardii, około 225 eur konkrety, mop, kostki do gniazdka, które dają możliwosć podłączenia kilku urządzeń, stojak na ubrania, żarówki i deska do prasowania. Razem 546 eur (bez opłat abonamentowych). Pozostałe 300 euro to skarpety na prezenty i dla mnie, taśma do mocowania zamiast wiercenia, herbaty, kilogram suszonego mango, czekoladki, świece zapachowe, perfymy oraz mydła. Jedna ze świec, w ramach naprawienia szkody jaką wyrządziłam Ninie. Stłukłam dosyć drogą porcelanową szkatułkę. Nina powiedziała, żebym nie kupowała nowej. Że dostała ją w prezencie i jej nie lubiła, bo była kiczowata. Rozumiem. Ale i tak chcę szkodę jakoś naprawić.

      Usuń
  2. W sumie to miałabyś już na pół samochodu, który znacznie ułatwiłby Ci życie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na taki samochód to ja mam. Tylko nie będę umiała go prowadzić.

      Usuń
    2. Dlaczego nie będziesz umiała go prowadzić? Nikt, kto siada za kierownicą po długiej przerwie, nie jest doskonałym kierowcą.

      Usuń
    3. O to chodzi, że ja nigdy nie stałam się kierowcą. Nigdy nie jeździłam poza czasem przygotowania się do egzaminu... Moja praktyka jest znikoma. I gdy w ogóle myślę o samochodzie, to myślę o czymś nowym/prawie nowym, co ma wszystkie wspomagające bajery i automatyczną skrzynię biegów. No i nie stanie się świnką skarbonką. :) Ale Twój komentarz przypomniał mi, co ja mogę zrobić. Bo ja nie wiem, czy ja będę w stanie stać się na tyle dobrym kierowcą, by samodzielnie jeździć. W ubiegłym roku wpadłam na pomysł by wynająć dokładnie taki samochód, jaki chcę na miesiąc. Taki wynajem kosztuje około 400 euro, w praktyce pewnie wyjdzie 500 euro. Da mi to taki samochód jaki potrzebuję i czas na sprawdzenie, czy będę sobie radziła. Także temat wraca do gry, gdy tylko poprawią się warunki drogowe. :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty