Piątek, drugiego stycznia. Powrót do pracy.

Późnym wieczorem, Poziomka, wywinęła mi taki numer, że niewiele dzieliło mnie od zawału serca.

W sobotę rano wszystko wydaje się być w porządku.

Może napiszę o tym później.

W każdym bądź razie, po tym, co odwaliła, długo nie mogłam zasnąć i spałam za mało.

******

W czwartek zorientowałam się, że w styczniu są aż trzy piątki, w których wypada mi praca u Sandry.

Pracuję dla niej od dłuższego czasu i zawsze, w takiej sytuacji, odwoływała mi jedno sprzątanie.

Po prostu, nie chciała płacić wiecej niż dwa razy w miesiącu.

Ale nigdy otwarcie mi o tym nie powiedziała. I uważam, że przemilczenie tego tematu nie jest ok wobec mnie.

Postanowiłam nie czekać, aż mnie zaskoczy i zaproponowałam, że jutro możemy puścić jeżeli chce, bo dzieci mają jeszcze ferie, bo w styczniu są trzy piątki. Dodałam, że jeżeli chce, to ja oczywiście chętnie przyjdę.

Dała mi WOLNE. :)

Już rano wpakowałam się na forex. Otworzyłam pozycje i na Nasdaqu i na złocie.

Ryneczki podreptały w przeciwnym kierunku... wywołując niezaksięgowany minus na moim rachunku rzędu około 7%.

W cyfrach ten minus wydawał mi się DUŻY, bo wcześniej grałam zupełnie inną, DUŻO mniejszą kwotą.

Nauczyłam się oceniać sytuację w procentach. Gdy przełożyłam ją na procenty, wyszło mi właśnie TYLKO około 7% i odetchnęłam z ulgą, bo zajęte pozycje wydawały mi się nadal jak najbardziej słuszne.

W moich tradingowych zasadach jest ZASADA, że dopuszczam maxymalną stratę 10%. W wyjątkowych sytuacjach 20%, ale to już jest odstępstwo od reguły.

Ale kto chce zaczynać ROK od zaksiegowania straty?

Także... ciężki miałam poranek i pierwszą cześć dnia.

Stresujący. Napięty.

Są dni, kiedy zaksięgowanie starty do 10% jest dla mnie proste i łatwe. A są dni, kiedy mam z tym problem i to jest mój słaby punkt w tradingu. Dziesięcioprocentową stratę można bardzo szybko odbrobić, ale gdy się dopuści do straty ponad 20% to już nie jest takie HOP SIUP.

Do Nory już musiałam pojechać, bo w grudniu byłam u niej tylko w dwa pierwsze piątki.

Spadła odrobina śniegu.

Trochę się go roztopiło, trochę zamarzło. Nie wiem, ile było stopni, gdy wyszłam z domu, ale wydało mi się, że jest dosyć ciepło, w porównaniu z innymi dniami.

Z domu wyszłam z drobnym upominkiem noworocznym, bo przed świętami mnie u niej nie było.

Powiedziała mi, że szuka foremki do ciasteczek w kształcie aniołka.

Wpadłam na jej upragnionego aniołka w jakimś sklepie, no to spełniłam jej marzenie.

Ta foremka kosztowała mniej niż dwa euro.

Do tego czekoladki Ferrero Rocher, które dostałam od kogoś, a do których już nie pałam miłością i herbatka Teekane, Tajska mango imbir.

Ja też dostałam prezent.

Odkąd zapragnęłam intuicyjnie kontaktować się ze zwierzętami, czasami, zupełnie spontanicznie ćwiczę swoją intuicję.

I gdy obok słoiczków z jej marmoladami, łuskanych orzechów włoskich i garści cukierków zobaczyłam cieniuteńke, metalowe pudełeczko, wyświetliło mi się w głowie 50 euro.

Rozum na to:

- NO CO TY!? PIĘĆDZIESIĄT EURO? DWA LATA TEMU DAŁA CI DWADZIEŚCIA. W tamtym roku dała Ci "śmieci". A teraz Ty widzisz 50 euro?!

Trudno było rozumowi racji nie przyznać. Tak było. Sprowadziłam więc swoje oczekiwania do bezpiecznych 20 euro.

Gdy zostałam sama, otworzyłam pudełeczko.

Wyskoczyła z niego śliczna PIĘĆDZIESIĄTKA!

Niecałe dwie i pół godziny sprzątania. Pruszy śnieg.

Mam jeszcze czas, żeby wpaść do NORMY.

Mam ochotę na mielone z kolendrą. Kolendrę mam w domu. Potzrzbuję wiperzowe mielone mięso.

Potrzebuję jeszcze paprykę i bakłażany.

Zupełnie spontanicznie kupuję dwukilogramową paczkę ćwiartek z kurczaka. Data do dziś. Cena obniżona z 6,99 na cztery euro! 

OKAZJA! OKAZJA!

Dwie obgotuję dla kotków. Będę miała wywar na zupę. Dwie upiekę w Cosori. Jedną zamrożę.

Ładne, duże ćwiartki.

Wieprzowe mielone znalazłam w promocji w dużym 800 g opakowaniu.

Może być. Połowę zamrożę.

Wycieraczka, bo nie mam. A tu jest idealna, na dodatek w fajnej cenie, 3,99 eur. To mniej więcej połowa ceny sklepowej. Pieprz czarny w młynku, bo się kończy, dwa bakłażany, dwa opakowania papryki kolorwej i dwa bardzo przecenione opakowania miechunki znanaj pod nazwą złota jagoda, lub rodzynka Peruwiańska.



SUPER FOOD.

Herbatka zimowa, PROMOCJA, jakieś 0.6 euro taniej.

TAKIE zakupy i tylko niecałe 23 eur!

BAJKA!

Z ciężkimi siatami idę na przystanek.

Autobus przyjeżdża punktualnie.

Wracam do domu.

Już jak byłam u Nory, sytuacja na forexie się zmieniła i rynki zaczęły iść w moją stronę.

Gotowałam, wyrabiałam, smażyłam i doglądałam pozycji, na ile to na komórce jest możliwe.

Możliwe jest, ale nie daje tak dobrego oglądu sytuacji, jaki mam na laptopie.

Ale, że złą baletnicą nie jestem, to rąbek u spódnicy mi nie przeszkadzał.

Tego dnia zaksięgowałam 138,74 euro zysków.

Zrobiłam to kapitałem niewiele przekraczającym 2000 euro. W sumie położyłam na rachunku 2019,50  euro. Przez jakąś pomyłkę. Chciałam mieć równiutkie 2000 euro, ale pomyliłam się w liczeniu, ile brakuje do tych 2000 i wyszło to, co wyszło. :)

I tak też jest ok.

Jako, że wydatki w styczniu czekają mnie ogromne, od razu wypłaciłam z tego zysku 100 euro.

Pozostałe 38,74 euro zwiększyło posiadany przeze mnie kapitał.

Kwotą tego rzędu już kiedyś z sukcesem tradowałam. Myślę więc, że i teraz będę sobie dobrze radziła.

Ciekawa jestem, gdzie jest mój szklany sufit...

To taka kwota, do której dobijasz i nie możesz jej przekroczyć, bo Twój pojemnik na pieniądze jest zbyt mały.

To kwestia lekkości tradowania, kwestia możliwości zaakceptowania straty.

Dlatego przekuwam w swojej głowie kwoty na procenty.

Bo, gdy traduję 300 euro, to 20 % tej kwoty to zaldwie 60 euro.

Niewielki pieniądz.

Ale, gdy traduję 2000 euro te te 20% to jest 400 euro. I strata takich pieniędzy na forexie, gdy nie jest się mentalnie przygotowanym, może boleć.

Z takimi kwotami sobie radzę.

Czy poradziłabym sobie z zarządzaniem 20.000 euro?

Nie mam pojęcia. Tu strata 20% = 4000 euro.

Więcej niż wynoszą moje miesięczne zarobki. 

Gdy przestajesz widzieć konkterne kwoty, a skupiasz się na procentach, jest o wiele łatwiej.

Robisz dokładnie to samo, co wcześniej, tylko na wiekszą skalę.

Gotowałam. Zerkałam, co dzieje się na wykresach. Zamykałam. Otwierałam pozycje.

No i doszłam do kwoty 138,74 euro. Mniej więcej 7% zysk z kapitału w jeden dzień.

Pozamykałam pozycje. Została jedna, na symbolicznym minusie.

I dałam sobie zasłużone wolne.

I był czas na delektowanie się kotletami, na rozmowę z Poszukującą, na relaks.

DO CZASU aż Poziomka...

******

Wczoraj założyłam DZIENNIK przychodów i wdzięczności.

W każdym dniu będę zapisywała wszystko, co do mnie przyszło. Zarobki, wygrane na forexie, ale tylko wygrane, będę dodawała to, co zaoszczędziłam w sklepie, rabaty, prezenty w przeliczeniu na pieniądze.

Suma z poprzedniego dnia stanie się bazą do dodawania w kolejnym dniu.

BO TO NA CZYM SIĘ KONCENTRUJĘ - ROŚNIE.

MÓJ ŚWIAT WIBRUJE TAKĄ ENERGIĄ, JAKĄ ENERGIĄ WIBRUJĘ JA.

Nie da się zaprzeczyć, ani zignorować faktu, że odkąd zaczęłam pracować nad głową, nad swoimi przekonanami i zaczęłam koncentrować się na pieniądzach, to systematycznie mam ich coraz więcej.

I coraz częściej w rozliczeniu dziennym przychodzą do mnie coraz większe kwoty.


Podsumowanie tego, co przyszło do mnie drugiego stycznia:

128 eur - Rebeka, wynagrodzenie za grudzień, 

Do dziś nie ustosunkowali się do mojej prośby o podwyżkę! Negocjować stawki nie będę. Jeżeli im będzie to zbyt wiele, no to CIAO! Mogę sobie na to pozwolić. A czas i luz jaki zyskam w poniedziałek, są tego warte. :)

125 eur - Nora, wynagrodzenie za grudzień,

50 eur - prezent noworoczny od Nory,

5,97 eur - oszczędności w Normie,

4,60 eur - szacowane oszczędności, sprawdziłam cenę podobnej wycieraczki oraz herbatki

25 euro - wypłata części zysku z forexowego rachunku jeszcze z poprzedniego roku,

138,74 euro - dzisiejszy, zaksiegowany forexowy zysk,

8 euro - tak szacuję pozostałe preznty od Nory,

RAZEM drugiego stycznia, przyszło do mnie 485,31 euro.

Codzinnie tak poproszę. :)

Komentarze

Popularne posty