Ósmego stycznia, czwartek.
Odrobinę więcej śniegu. Trzy, może pięć centymetrów. W ciągu dnia, jakby odrobinę cieplej.
A wieczorem odwilż.
Mży.
Pociąg, w którym rozpoczynam moją drogę do pracy się spóźnił.
Autobus, którym rozpoczynam drogę do domu też się spóźnił...
Tu dziesieć minut, tam piętnaście...
Pomiędzy, dzień pracy u Christiny.
I nowy tineco.
Dwa w jednym. Klasyczny odkurzacz z kilkoma szczotkami i odkurzacz mopujący.
Chyba ten model. Chyba, bo wypakowałam tylko elementy do części mopującej
Mnie nie zachwycił.
W tym modelu wodę wlewa się do podstawy, co czyni ją ciężką i wyższą, przez co mopowanie przestaje być przyjemnością. Dojście do niektórych miejsc, jak np. pod muszlę klozetową jest niemożliwe. Odkurzacz przyjechał naładowany w stopniu znikomym. Nie miałam czasu załadować go na maxa przed użyciem. Z tego połowicznego naładowania, bateria bardzo szybko schodziła w dół.
Nie wiem, czy po pełnym załadowaniu będzie inaczej. Stresowałam się podczas mopowania, że nie starczy mu energii na wymopowanie całej podłogi.
Czyszczenie, nie ogranicza się do czyszczenia samej szczotki, czyści też inne wewnętrzne elementy.
W tym jest lepszy od Movy, którą mam.
Do suszenia nie doszłam, bo bateria była zbyt słaba.
Reasumując, porównując mopowanie podłóg, wolę moją Movę.
Odkurzacza nie przetestowałam.
Z powodu znacznego opóźnienia autobusu powrotnego, nie miałam szansy zdążyć na autobu do domu, do którego, gdyby ten autobus przujechał punktualnie, powinnam mieć blisko piętnaście minut czekania.
Gdy szłam na przystanek planowałam wysiąść w mieście przy deptaku i podejść do TK Maxx.
Chcę kupić kolejne dwie deski oliwne i zawiesić je na ścianie w roli półek.
Ale, w czasie drogi zaczął padać drobny deszcz.
Darowałam sobie spacer w deszczu.
Miałam wybór pomiędzy innym autobusem, za około 35 minut, a pociągiem za około 30 minut.
Wolę drogę do domu ze stacji kolejowej niż z przystanku, na którym zatrzymuje się ten drugi autobus.
Czas, jaki miałam, wykorzystałam na szybkie, drobne zakupy w Edece.
Chciałam kupić wątróbkę drobiową dla koteniek. Nie znalazłam.
Była cielęca.
Pokrojona w płaty. Kupiłam taki jeden płat. Kupiłam też trzy kawałki moich ulubionych serów.
Kasa.
Pociąg. Ten, chyba wyjeżdża z miasta, bo stał zaparkowany na peronie i czekał.
Jaka to radość móc wejść do środka i usiąść.
Niedługo później byłam w domu.
W domu czekały na mnie trzy paczki.
Dwie śwąteczne, filogranowe gwiazdy. Identyczne, jakie kupiłam kilka lat temu i które porozdowałam... I sama zostałam z niczym.
Paczuszka z kolejnymi lekami dla koteniek.
Oraz paczka z guawą. Jedna była żółciutka. Od razu ją zjadłam. :)
Najpierw obsłużyłam kotki.
Króciutko obgotowałam wątróbkę. Nie wiem dlaczego, ale Poziomka, tej wątroby nie chciała jeść.
Bojka jadła z apetytem nafaszerowaną kawałkami leczniczego chrupka wątróbkę.
Czasami kawałek tabletki lądował na podłodze, ale ja konsekwentnie wkładałam go do kolejnej porcji wątróbki. Zjadła wszystko.
Poziomka chrupka po prostu zjadła.
Ja przy okazji spróbowałam, bo chyba nigdy nie próbwałam cielęcej wątroby.
Nie kupuję cielęciny. Nie chcę jeść dzieci.
Zaskoczyła mnie jej słodycz.
Potem zrobiłam jedzenie dla siebie.
Usmażyłam dwa hamburgery waygu i przygotowałam wrzywa w airfryer.
Potem zjadłam jeszcze dwie mandarynki.
******
Po południu, Zielona Skarpetka, na moją prośbę poszła do przychodni weterynaryjnej, żeby uregulować rachunek, za dwie ostatnie fizjoterapie.
Ku mojemu zaskoczeniu nie zapłaciła 130 euro, a tylko 97,49 euro.
??!! Usługi zostały przeliczone nie przez faktor 1, a 0,75.
Steffi zadziała? Czy pomyłka?
Pieniądze dla Zielonej Skarpetki mam już przygotowane.
Gdy zaprosiłam ją do mnie na kolację, zaprosiła mnie do naszej azjatyckiej knajpy na kolację noworoczną.
Żebym nie stała w kuchni. Żebym odpoczywała.
Miło.
Zapraszałam ją na kukurydzianego kurczaka i warzywa z airfryera.
Co się odwlecze, to nie uciecze.
Na kolację noworoczną idziemy dziś. :)
******
W tym miesiącu, ze wszelkich możliwych źródełek już przytuliłam 1033,02 eur. :)
******
Codzinnie była sraczuszka w kuwecie.
Dziś sraczuszki nie było.
******
W paczuszce z lekami dla kotków dostałam kupon zniżkowy na zagranie w LOTTO 6 z49 oraz drugi na EuroJackpot.
- A co mi tam! Zagram!
Kupon jakiś nie taki... Nie udało mi się go zrealizować.
Ale GRAM! :)
Dziś losowanie.
******
Jezeli chodzi o telepatię, Zielona Skarpetka zaprosiła mnie do azjatyckiej restauracji, dzień po tym, jak intesywnie myślałam o tym, że chciałabym tam zjeść... SERIO! I myślałam, że tam pójdę/pójdziemy, jak zarobię na forexie. :)
A tu taka miła niespodzianka.
Pragniesz i dostajesz. :) Bez czekania. :)
Komentarze
Prześlij komentarz