Piątek, dziewiątego stycznia.
Znowu zarwałam noc...
Forex.
Nora wręcza mi słoiczek z marmoladą z ananasa i czegoś tam...
Sama zrobiła.
Gerald, jej przyjaciel, potrzebuje regularnej pomocy w domu.
- O NIE!
O NIE! Bo Gerald. Bo syf ponad syfy! Bo alkoholik, bo odwołuje sprzątania. A przede wszystkim, bo JA JUŻ NIE BIORĘ NOWYCH SPRZĄTAŃ!
Ponoć ma się leczyć. Ponoć ma być lepiej...
Ale jakoś nie wierzę w sukces...
Nie mój cyrk. Nie moje małpy.
Od Nory jadę do Sabine. W autobusie wielokrtnie zasypiam na jakieś króciuteńkie momenty.
Z pracy odbiera mnie Zielona Skarpetka.
Pada deszcz.
Tym bardziej się cieszę, że przyjechała.
Jest dopiero szesnasta.
Restaurację otwierają o siedemnastej. Ale bufet jest gotowy dopiero jakieś pół godziny później.
Chciałyśmy do TK Maxx, ale pada okrutnie. A tam nie ma możliwości zaparkowania samochodu pod sklepem... Deszcz się nasila.
Jedziemy do Normy, bo Zielona Sakrpetka, chce kupić tam taką samą wycieraczkę, jaką ja kupiłam. Cała w kolorowych motylkach.
Takiej małej już nie ma. Jest tylko większa, którą ja dziś w Normie koło Nory kupiłam.
Bo może będzie ją chciała. A jak nie, to będę miała dywanik dla kotków. Żeby nie musiały siedzieć w kuchni na zimnych kafelkach, gdy tam przeniosę ich miseczki.
Zauważam, że ma nowe spodnie. Kompletnie inny fason niż nosiła całe życie. Zawsze były bardzo dopasowane. A teraz ma szerokie po całości, co czyni jej sylewtkę klockiem... Szkoda, bo ma świetną figurę.
- Zauważasz, że mam nowe spodnie, a nie zauważasz nowej kurtki.
Rzeczywiście kurtkę ma nową... Kiedyś doliczyłam się czterdziestu kurtek w jej szafie...
- Masz w podobnym kolorze.
- Tak, ale nie taką długą.
Włosy też zrobiła, jak była u siostry. Zmarszczki nad jej ustami się wypełniają. Są o wiele mniej widoczne. Jutro ma mieć kontrolę.
Stajemy w kolejce do kasy. Kolejka spora. Działa tylko jedna kasa.
Jakiś typ grzebie w portfelu za drobymi. Kopie i kopie...
- O! Ty też tak robisz. - komentuję.
Nie raz widziałam jak ryje w portfelu i ludzie w kolejce za nami, czekają i czekają...
Oburza się i zaczyna ciskać, po tej mojej uwadze. Bierze ją strasznie do siebie. Jak ja śmiem porównywać ją z kimś takim... Nie wiem, co ma na myśli.... Porównałam tylko zachowania, a nie ludzi.
Jedziemy na kolację.
Siadamy przy stole.
Kelner włącza malutką lamkę na naszym stoliku, która daje przytulne światło.
A potem włączają światła na sali. Nad naszym stołem wisi lampa, z miedzianym środkiem.
Światło odbija się od metalicznych ścian i razi mnie w oczy.
Mówię jej, że razi mnie w oczy. Jest to naprawdę nieprzyjemnie.
Stwierdza, że wymyślam, że wszystko mi przeszkadza...
Ale ostatecznie proponuje żebyśmy zmieniły stolik.
Zmieniamy. Nad sąsiednim też wysi taka sama lampa. Ale nie ma w niej żarówki.
UFF!
Jest tak, jakoś sztywno... Ona jest jakaś taka napięta. Niemiła.
I zaczyna mi się wyświetlać film z przeszłości.
I zadaję sobie pytanie, dlaczego, ja w ogóle rozważam ponowne wspólne zamieszkanie?
Kelnerzy pomału zapełniają bufet.
Pytam o Viki.
Viki chciałaby, żeby Zielona Skarpetka przyleciała do Tajlandii i załatwiła jej wizę do Australii.
- ??!! Ale jak?
- Ona ma tam przyjaciółkę. I mogłyby się u niej zatrzymać. Jej przyjaciółka nie może załatwić jej wizy, bo nie ma wystarczającej ilości pieniędzy na rachunku w banku.
Australia jest niezrealizowanym marzeniem Zielonej Skarpetki. Miała tam lecieć razem z Inge. Wszystko było zaplanowane i opłacone. Wtedy Inge zaczęła tracić wzrok. Nie poleciały. Ubezpieczenie zwróciło poniesione koszty.
No, ale taki wyjazd... nie byłby objazdową wycieczką.
Musiałaby kupić bilety na samolot dla siebie i dla Viki...
Czyli znowu sponsoring...
Ja daleka jestem od stwierdzenia, że Viki ją naciąga. To skromna i biedna dziewczyna...
Wiem, że chciałaby Zieloną Skarpetkę poślubić.
Zielona Skarpetka tego nie chce...
Ale dalej w to brnie.
Nie mój cyrk. Nie moje małpy...
Ale po co w takim układzie, tak bardzo mi pomaga?
Opchane jak bączki wracamy do domów.
Każda do siebie.
Wiesz co ja myślę że do niej dopiero teraz dociera jak bardzo jest w tym wszystkim sama, samotna..
OdpowiedzUsuńCudne Twoje kotki! I jak w raju mają tam teraz z Ciebie.
OdpowiedzUsuń