Poniedziałek, dwunastego stycznia. Dzień zły, albo może raczej JA zła.
Wczoraj Zielona Skarpetka zaczepiała mnie dwa razy na Whats App. Nie zareagowałam w ogóle.
Jej niemiłe zachowanie w piątek i w sobotę wyprowadziło mnie z równowagi.
I nie mogę do niej wrócić.
Poziomka, która po lewej mojej stronie ma do dyspozycji ponad połowę łożka ładuje się po prawej, gdzie tego miejsca praktycznie nie ma... Jest wolny brzeg łóżka. Obok stoi stolik.
Niezdara jedna, wpada na kubek z resztką kawy. Kubek spada na podłogę, resztka kawy się rozlewa...
I mam sprzątanko, jeszcze przed pracą...
Kubek na szczęście cały.
Mniej więcej godzinę przed rozpoczęciem pracy, napisała do mnie AnnaLena, że ze względu na prognozę pogody, dzieci mają wolne od szkoły i wszyscy są w domu. Wszyscy to znaczy ona i trójka dzieci.
- Jaką prognozę pogody?!
Na dworze buro i ponuro, siąpi deszcz. Temperatura koło zera...
Chyba zimowe opony są po coś?
Żartuję, że sprawdzę, czy dojdę. Czy nie jest zbyt ślisko.
A tak naprawdę jestem nieszczęśliwa podwójnie, nieszczęśliwa domem, którego nie lubię i nieszczęśliwa, że będzie on pełen ludzi.
Ale jakie mam wyjście?
Biorę walerianę, bo tak mnie nosi, że mam wrażenienie, że za chwilę wybuchnę.
Idę. Moknę w deszczu...
Właściwie nie jest ślisko. Nawet na końcowym, nieodśnieżonym odcinku mojej drogi.
W otwartych drzwiach domu ona i dwójka jej dzieci...
Stoją wszyscy w drzwiach... Dzieci żdejmują buty... Stoję i ja i nadal moknę na deszczu...
Ale kogo to poza mną?
Według życzenia zaczynam na górze.
Zaczynam od kilku głębokich wdechów i wydechów, bo wcale się nie uspokoiłam.
Spokój przychodzi w trakcie sprzątania.
Z nogami jakby trochę lepiej.
Ale muszę jeszcze u Rebeki i Michaela posprzatać...
Gdy kończę, nogi mam już obolałe.
W deszczu wracam do domu. W butach mi chlupie...
Postanowiłam, że jutro i być może po jutrze zostaję w domu.
ZNOWU kurier GLS, z paczką z polskiej księgarnii, nie umiał dostać się do budynku i zostawić paczki pod moimi drzwiami!
Jutro spróbuje ponownie.
Jak mu się to nie uda, wywiezie paczkę do innego miasteczka, bo u nas nie ma punktu odbioru!
W paczce jest ponad dwadzieścia ksiażek, a ja przestałam gadać z Zieloną Skarpetką.
Lepiej żebym była w domu i paczkę odebrała...
Poza tym potzrebuję czasu dla siebie i dla mojego mieszkania.
******
W niedzielę TouchPad w moim laptopie przestał działać.
Nie wiem, co się stało.
Grzebałam w ustawieniach. Niby wszystko ok. Ale kursora nie widać...
Ekran mam dotykowy, dziękować Bogu, to jakoś sobie radzę, ale...
Zauważyłam, że coś mi się klei na TouchPadzie. Zdarza mi się jeść przy laptopie i pić też.
Ale ręce mam czyste. Nigdy moje ręce się nie kleją. Niczego nie rozlałam...
Ale jadłam cukierki czekoladowe...
Musiał rozpuścić mi się w palcach i dotknęłam TouchPada. Choć klei się to dziwnie mocno...
Pomęczyłam się czas dłuższy grzebiąc w ustawianiach i robiąc liczne restarty. Ale nie udało mi się przywrócić kursora.
W końcu powiedziałam STOP! Jest NIEDZIELA! Jutro się tym zajmiesz.
I dałam sobie święty spokój.
Rano TouchPad nadal nie działał i kursor nadal był niewidoczny...
Gdy wróciłam z pracy, przez chwilę działał.
Pokazał się... Ale jakiś taki zamulony był... I zniknął po chwili...
Grzebiąc w ustawianiach, chyba przestawiłam temat aktualizacji na, że ma się aktualizować i zaczął się bios aktualizować.
Ponownie podjęłam walkę o odzyskanie kursora i ponownie poległam.
Miałam już tak dość i byłam tak zdesperowana, że wszłam w BIOSa i kazałam mu przywrócić ustawienia fabryczne z zachowaniem moich osobistych danych.
Trochę to twało...
TouchPad nadal nie działa.
Dobra! Pora wyluzować!
Poszłam do lodówki. Wyjęłam z niej butelkę szampana. Pięknie otworzyłam. Nalałam do kieliszka.
Do tego oliwki i sery.
Przyciełam korek, tak żeby jakoś wcisnąć go do butelki i wróciłam do łóżka.
I wrzuciłam na luz.
Dolałam sobie jeszcze raz szampana.
Na wszelki wypadek wyniosłam pusty kieliszek do kuchni.
Zasnęłam nawet nie wiem kiedy.
Obudziłam się we wtorek, gdzieś... po piątej.
Łeb jak sklep. w ustach Sahara.
MATKO! Przecież ja AŻ tyle nie wypiłam.
WODY!
Gazowana w piwnicy. W domu, tylko z filtra.
Sięgam po szlafrok, który zostawiłam w nogach łóżka. Jest wilgoty i cuchnie kocim moczem.
WTF?! WHY?!
Szlafrok odkładam do prania. Ubieram czysty. Idę do kuchni.
W kuchni wali etanolem od guajaw... Ale JAK!
Mam jeszcze 25 owoców... Zamówiłam z myślą o Zielonej Skarpetce...
Już wiem, że więcej tych owoców nie kupię.
Siadam z wodą i próbuję dojść do ładu z głową.
Biorę laptopa.
Dotykam TouchPada. Znowu coś się klei!
WTF?!
Wczoraj wymyłam całą klawiaturę i Touchpad. Całą obudowę. Niczego nie wylałam. Rąk lepkich nie miałam. Dlaczego znwou coś mi się tu klei?!
Włączam większe światło.
I moim oczom ukazuje się widok paćków. Jakby coś się obok rozlało i chlapnęło na laptopa. Głównie na TouchPad...
Nie wiem, jak kotka może tak siknąć. Ale najwyraźniej może.
Nie pasowała mi ta silna lepkość.
Sprawdziłam w sieci.
TAK, kocie siki są lepkie!
O!
I ŻRĄCE.
ZAJEBIŚCIE.
MAM DOSYĆ!
NAPRAWDĘ MAM DOSYĆ!
******
Melduję Sonji o godzinie przyzwoitej, że sorry, ale źle się czuję, co nawet kłamstwem nie jest.
A ona na to, że życzy mi szybkiego powrotu do zdrowia i czy mogę w tym tygodniu w inny dzień...
Nic nie odpisałam. Jeszcze. Nie mam ochoty w ogóle tam iść...
Co odpiszę. Jeszcze nie wiem.
Muszę do Claudii napisać, że dziś nie dotrę.
W poniedziałek na forexie złapałam 30 euro.
Jeszcze jestem przyblokowana. Ale mam trochę luzu i mogę coś dodatkowo rozegrać.
Wczoraj Kasia próbowała pomóc mi rozwiązać mój kursorowy problem i poprosiła o zdjecia klawiatury. Starannie ją wyczyściłam i zrobiłam zdjęcie.
Podsunęła mi kilka rad, ale wszystko już przerobiłam.
Poszukująca rozczuliła mnie mówiąc, żebym to dziś zostawiła i poszła spać.
"Jutro poszukamy kogoś, kto będzie mógł przyjść do domu to zrobić. Zapłacimy. Ja Ci pożyczę pieniądze, jakbyś nie miała, Magda. I ogarnie Ci ktoś ten komputer. Poradzimy sobie."
Poczułam, że mam PRZYJACIÓŁKĘ. Że nie jestem SAMA.
Dziękuję Kochana! 💖
Jedno z serii zdjęć z bliska... Pamiętam, jak je robiłam, myślałam, że będę miała piękną pamiątkę, gdy go już nie będzie.
Komentarze
Prześlij komentarz