Pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia.
Dawno żadnego zdjęcia Gioi nie było. O ile w tym blogu pojawiło się jakiekolwiek jej zdjęcie.
Cicha Przyjaciółka, która z pewnością jest. Trwa nadal. Obserwuje. I czeka.
Czeka aż będę mogła ją zobaczyć.
Nie mogę się już doczekać kursu "Kudłate Rozmówki".
Już niedługo! Gdzieś w styczniu. :)
Kurs jest już prawie opłacony. Prawie. :) W 2/3. Została mi do uregulowania ostatnia rata.
******
Pierwszy dzień Świąt był słoneczny i zimny.
Rano zameldowała się Zielona Skarpetka.
Chciała zadzwonić z mojego polskiego numeru do cioici w Polsce.
Ja byłam kompletnie bez planu.
Celem tego dnia był relaks i odpoczynek.
Powiedziałam jej żeby przyszła na 13:15 na białą kiełbasę.
Ubrałam się i poszłam na krótki spacer.
Zimno.
Ale widok słońca, po długich tygodniach ciemnicy jest BOSKI.
Przyszła punktualnie.
Chrzan oraz bardzo ostra ćwikła z ruskiego sklepu, GENIALNE!
I o ponad połowę tańsze od niemieckiego, markowego chrzanu!
Także, mamy NOWY CHRZAN!
Za mniej niż pół ceny.
Przyjmuję Płyn Lugola w niewielkich ilościach i niesystematycznie, ale i tak już widzę wyraźną poprawę mojego zdrowia.
Najważniejsze, że jod rozłożył zarazę na łopatki, zanim ta rozłożyła mnie.
Mam lekki katarek. Czasami coś tam w gardle czuję, ale ogólnie moje samopoczucie mogę określić jako naprawdę dobre.
Cudownie jest być w domu.
Cudownie jest żyć spokojnie, bez pośpiechu.
Po prostu BYĆ. Po prostu ISTNIEĆ.
A nie pędzić z obłędem w oczach od zadania do zadania.
Chciałabym żyć tak jak teraz. Spokojnie. Bez stresu.
******
Zielona Skarpetka przyszła punktualnie, kiedy stałam nad miską i ucierałam do niej buraczki na ćwikłę.
Biała kiełbasa już się parzyła.
Zjadłyśmy ze smakiem.
A potem przeniosłyśmy się do łóżka. Obejrzałyśmy jakąś zakręconą arabską komedię miłosną.
Tak zamotaną, że ... :D
A potem na tapetę poszedł serial koreański z trupem męża w roli głównej.
I tak zeszło nam prawie do dwudziestej drugiej, kiedy to Zielona Skarpetka się pozbierała i poszła do domu.
Nie chciała zostać, choć jej to zaproponowałam.
W domu ma maść z antybiotykiem do smarowania twarzy. I ze względu na twarz wolała spać w przestzreni wolnej od kotów. Czystej, znaczy się.
Co prawda jej twarz nie zmieniła się w krwawą miazgę.
Owszem ta część, na którą działał fenol, zmieniła kolor, jest lekko opuchnięta i się łuszczy. Ale to łuszczenie wygląda jak schodzenie naskórka po poparzeniu słonecznym. Czyli nie jest to rana, którą można zainfekować.
Ale chciała wracać do domu, to wróciła.
A ja niedługo później zasnęłam.
Dziś też jestem bez planu.
A właściwie z planem ODPOCZYNEK i RELAX na MAXA, czego i Wam moje Kochane życzę. :)
Komentarze
Prześlij komentarz