Wigilia.
Wstaję rano. Jednak nieco później niż zazwyczaj.
Zaczynam dzień, jak zawsze.
Kawa z dużą ilością mleka i śmietany.
Przeglądam gazetki ze sklepów.
I widzę, że w Panny mają regały w promocji!!!
Potrzebuję dwa regały do mojego pomieszczenia do przechowywania. W tej chwili wszystko leży tam na kupie.
O noże też są! Od Tefala w bardzo fajnej cenie i czajnik i taki opiekacz do zapiekania kanapek z pieczywa tostowego I! I! I!
A w Edece jest promocja na mrożoną marchewkę z groszkiem!
Zielona Skarpetka raniutko na kontrolę twarzy.
Piszę do niej, czy możemy po tej kontroli do sklepu po te regały.
Możemy.
No i tak zaczynam mój pierwszy, wolny dzień... Dziś nie planowałam robić zakupów, bo wydawało mi się, że wszystko już mam.
No, ale jak mam nie kupić TAKICH TANICH regałów?
Na amazon.de są identyczne, ale z pięcioma półkami. Jedna więcej. Dwa kosztują około 45 euro.
A ja te dwa będę miała za 18 euro.
Uniosą aż po 400 kg. każdy.
Pojechałyśmy.
Ostatnie zakupy zrobiłyśmy.
Poza dwoma regałami, nabyłam jeszcze taki mały ręczny blender do siekania ziół i masło klarowane.
W Edece bardzo chciałam kupić jakąś dekorację ze świeżymi gałązkami jakiegoś iglastego drzewa.
Owszem propozycji było trochę, ale wszystko wyschnięte na wiór! A niektóre dekoracje aż zżółkły z tego wyschnięcia. No nie, takiej dekoracji, to ja nie chcę...
A ceny jak za świeżynki
Chciałabym, żeby w moim domu żywicą pachniało na śwęta.
Ale trudno. Już nie będę nigdzie na siłę stroika szukać.
W Edece kupuję jakieś dziwne, azjatyckie owoce.
Dwa. Na spróbowanie.
Ten bałagan w tle, to rozpakowany jeden z kartonów, z rzeczami do kuchni. W końcu dokopałam się do talerzy śniadaniowch. :) A na drzwiach wiszą dwie reklamówki. Jedna z cebulą, druga właśnie z tymi owocami.
W konsystencji, jak świeży laskowy orzech, w smaku... mi wyszło, że smakuje jak jabłko.
W środku jakby trzy orzeszki w każdym duża, ciemnobrązowa pestka.
Spróbowałam. Więcej tego już jeść nie muszę. :)
Zielona Skarpetka trochę się niecierpliwiła podczas zakupów, bo coś tam jeszcze chciała porobić, zanim przywiezie mnie do siebie na Wigilijną kolację, ale znalazła w Edece herbatę, która jest niemalże nie do zdobycia. Którą mi udało się kupić w piątek, gdy ona czekała na fenolowy zabieg.
- I co żałujesz, że tu jesteś? Gdybyśmy tu nie przyszły, nie kupiłabyś tej herbatki.
Kupiłam mrożoną marchewkę z groszkiem. Dostałyśmy dużo lojalnościowych punktów, które za niewygórowaną dopłatą można wymienić na bardzo dobre noże.
Zielona Skarpetka przywiozła mnie do domu.
I ja zamiast usiąść na dupie, w końcu mam URLOP!, rzuciłam się wir porządkowania domu.
Wywlokłam trzy kartony z sypialni, zaczęłam zapełniać szafkę, którą Zielona Skarpetka zawiesiła nad kuchennym zlewem.
Zmieniłam pościel. Wstawiłam pralkę. Wymopowałam podłogi...
Zabrałam się za zebranie wszystkich prezentów, jakie przygotowałam dla Zielonej Skarpetki.
Poza pięknym biustonoszem, który dałam jej przymierzyć, żeby w razie czego go wymienić, upolowałam też majteczki do kompletu. Długo nie było odpowiedniego rozmiaru, ale ciągle sprawdzałam. Aż w końcu się pojawiły.
Ale się tych majtek naszukałam. :D Skitrałam karton w szafie w sypialni.
Ale znalazłam!
Krótkie skarpetki, dwie pary, ponoć miękkie, jakbyś po obłoczu chodziła, z delikatną wełną z dzieci alpaki i dodatkiem merino..
Jedna para grubych skarpet, których głównym składnikiem jest wełna.
Różany kremowy żel pod prysznic. Naprawdę pachnie różami. Coś słodkiego. Aniołek. I herbatki.
I kartka z życzeniami.
Spakowane!
Podwójnie wstążką przewiązane.
Smutny to dla mnie czas. Pierwsze Święta bez Naszych Skarbów.
Co chwilę mam łzy w oczach.
Ja w tamte Święta dałam ciała i jeżeli chodzi o kartkę i jeżeli chodzi o prezenty.
Już nie pamiętam dokładnie, co i jak. Ale było słabo z mojej strony.
Ja jeszcze tam byłam, ale tak jakby już mnie nie było...
Znowu zrobiło się obrzydliwie zimno.
Mi raz zimno, raz gorąco. Trochę gardło mnie boli... I potwornie bolą mnie kolana. I taka słabiutka jestem.
Moim koteńkom daję po myszce. Kupiłam cały zestaw na temu.com.
Poziomka tarmosi myszkę za ogon.
I jeszcze aniołka dla Nory dorwałam, Mówiła, że szuka i nie może nigdzie znaleźć. Przy okazji kupiłam też dla siebie.
******
Zielona Skarpetka przygotowała kolację.
Islandzki łosoś, halibut i szpinak z pomidorkami.
Łuszczy się jej twarz, tam gdzie położony był fenol. Twarz jest tam w innym kolorze. Ale absolutnie nie przypomina krwawej miazgi. Schodzi naskórek, jak po poparzeniu słonecznym.
Jak na to patrzę to mnie swędzi skóra na twarzy.
Poza tym SPOKO.
Zielona Skarpetka nagrała się, że w domu u niej stuka i puka i że usłyszała, jak Feluś zeskakuje z sofy.
Pakuję dla Gioi i Felusia po myszce i kładę je na parapecie w ogromnym oknie. Tam gdzie uwielbiały leżeć i obserwować świat na zewnątrz. Albo nas... Albo po prostu spać w cieple słońca, albo kaloryfera.
Zabrakło mi kartki z życzeniami świątecznymi. Była ZAWSZE.
Powiedziałam to. Nie wiem, jak zrozumiała to Zielona Skarpetka, bo zawsze wkładała do kartki pieniądze. Ale nie o pieniądze mi chodziło, a o życzenia.
Dostałam butelkę mojego ulubionego likieru.
Profesjonalne kosmetyki do włosów, mój ulubiony płyn do kąpieli. I malutkie, ręcznie robione mydełko lawendowe.
Kiedyś było tak bogato pod naszą choinką. Kiedyś kręciły się tam nasze kotki.
Zadzwoniłyśmy do Inge. Podziękowałam za prezenty. Podarowała dla nas w sumie 150 euro. Dla mnie 50, dla Boi 50 i dla Poziomki 50 euro.
A potem Zielona Skarpetka zadzowniła do Siostry.
Wiola nic nie wie, że ja już nie mieszkam z Zieloną Skarpetką...
Tak jest.
Ja wiem, że ona nie wie...
Potem Zielona Skarpetka odwiozła mnie do domu i jednak na trochę została.
Oglądałyśmy razem Kudłatą Rozmówkę, bo ona jeszcze jej nie widziała.
Ja nie skomentowałam dla Was całej rozmowy.
Nie komentowałam też Zielonej Skarpetce.
Komentowałyśmy podczas oglądania.
Ja zdążyłam nabrać dystansu do tego spotkania.
Bardzo dużo się zgadza.
Metalowy stolik, w mieszkaniu wcale nie jest taką oczywistą oczywistością.
Tym bardziej drewniana skrzynia. Ani obraz na klatce schodowej. Z opisem abstrakcja, góry.
To była abstrakcja i Były tam takie łuki, które można odczytać jako góry.
Ja miałam jakieś zaćmienie i kompletnie nie mogłam sobie przypomnieć, całowania po łapkach. Że dokuczłam Felusiowi wsadzałam mu palec pomiędzy opuszki tak, ale tego całowania, zaćmienie. Nie za bardzo pamietałam też unoszenie go do góry ponad linię oczu.
Zielona Skarpetka potwierdziła i całowanie po łapkach i unoszenie go w górę.
(Aneta skometowała to, że trochę się bał, ale jednocześnie bardzo mu się to podobało).
I w pewnym momencie tego oglądania, wpadłam jakby w trans i zobaczyłam siebie z łapką w ustach.
Przypomniało mi się!
Nie tylko to, że go całowałam po łapkach. Ale czasami wkłdałam łapkę do ust, udając, że ją zjem. Oczywiście nigdy nie robiłam mu najmniejszej krzywdy.
Czyli te łapeczki to był genialny odczyt!?
******
Dostałam też życzenia od rodziców. A wśród nich zdanie:
"Córko „żyj zgodnie z prawem Bożym a będziesz miała długie i szczęśliwe życie” - Pokój i Dobro-"
Jak ja mam myśleć o tym, żeby ich raz jeszcze odwiedzić? No jak?
******
Dobrze. Na razie chyba wystarczy tego pisania i wklejania zdjęć.
******
Życzę Ci zdrowych, spokojnych, radosnych i słonecznych Świąt Bożego Narodzenia.
Komentarze
Prześlij komentarz