Poniedziałek, piętnastego grudnia.

Na razie nie mam serca, dalej dłubać w ustawieniach bloga, żeby nadać mu dokładnie taką formę, jaką bym chciała. To jest trochę skomplikowane. Brakuje mi obok jakieś miniaturki podglądu zmian, żebym mogła dokonywać łatwych i szybkich wyborów.

Gubię się. :)

A mam tyle ważniejszych spraw na głowie.

******

Zapakowałam piękną, złotą bombkę w kartonik i poszłam do pracy.

Najpierw Annalena.

Do szału doprowadzają mnie porozrzucane wszędzie zasmarkane chusteczki.

Jaki to jest brak szacunku do mnie i jaki brak odpowiedzialności. 

Ona pojawia się, gdy kończę pracę i opowiada jacy oni wszyscy po kolei są chorzy.

- Nie jesteś chora? - pyta.

- Nie.

Ale w sumie po kontakcie z materiałem zakaźnym jak najbardziej "rozchorować" się mogę.

Tym bardziej mogę, bo tu mam umowę o pracę...

Tacy są moi pracodawcy...

Rebeka zachwyca się bombką i natychmiast razem z kartką, która była do niej przyczepiona, zawiesza ją na choince.

Jest naprawdę piękna. :)

Gdy ja pracuję, Zielona Skarpetka jedzie z Poziomką na kontrolę do kliniki.

Wieczorem, już po wizycie fizjoterapeutki, zorientuję się, że zapomniałyśmy o ulotkach.

W klinice, ludzie często pytają o fizjoterapię w naszej okolicy.

W google ten gabinet był niewidoczny.

I wygląda to tak, że u nas nie ma tej formy leczenia.

Powiedziałam o tym fizjoterapeutce Bojki.

Chyba porozmawiała z szefową, bo już są widoczni na mapach google. :)

Albo spakuję te ulotki i prześlę pocztą, albo koniecznie muszę zabrać je ze sobą przy następnej okazji.

Zawozi Poziomkę do domu i podjeżdża po mnie do pracy.

Tak, jak sądziłam, nie ma uwag. :)

Wszystko pięknie się wygoiło.

Zielona Skarpetka pokazała w klinice, co zostało z kaftanika, po jedenastu dniach użytkowania.

Dziura na dziurze!!!




Kot się liże taka jego natura. Tak dba o swoje futerko. Języczek ma ostry. Czasmi się podrapie, bo coś zaswędzi... Ja rozumiem, że materiał musi być przepuszczający powietrze, ale mimo wszystko powinien być taki, żeby wytrzymał w dobrej kondycji czas noszenia.

Poziomka dziur sobie nie wygryzła. 

Ubranko było normalnie użytkowane.

Gdyby musiała nosić je jeszcze kolejne dwa, trzy dni, to strzępy same by z niej opadły.

Zielona Sakrpetka zapytana o koszt kontroli, robi niezdowoloną minę, która sugeruje, że było drogo.

- No ile? - pytam

Minę ma minorową.

- Ile? No ile może kosztować wizyta kontrolna, bez żadnych badań? Powinna kosztować około 30 euro. - drążę.

- NIC! - odpowiada po chwili.

- Jak NIC?!

- No NIC. :) Jeszcze mam dla Ciebie 1,90 euro zwrotu. 

- Korekta ceny ubranka?

- Na to wygląda.

Wystawili rachunek z ubrankiem dla psa. 

Nie wiem dlaczego, ale leczenie i akcesoria dla psów są droższe.

No tego się nie spodziewałam.

Od jakiegoś czasu mam wrażenie, że działam jak magnes na pieniądze.

Z forexu kasa płynie. Zielona Skarpetka partycypuje w kosztach leczenia. Inge na Święta Bożego Narodzenia, obdarowała mnie po trzykroć. Bo dała i dla mnie i dla Boi i dla Poziomki.

Pieniądze są jak woda w kranie, która płynie i nigdy się nie kończy. Pieniądze są jak powietrze.

Gdy poprosiłam Zieloną Skarpetkę by zapisała Boję na pierwszy zabieg, miałam z tyłu głowy, że to będzie kosztowne. Wiadomo, przy fizjo jeden zabieg niczego nie zmieni.

Dziesięć zabiegów, nawet w karnetach, kosztuje blisko 600 euro.

Ale nie chciałam już dłużej odwlekać tego, co odwekło się przez chorobę, umieranie i śmierć Felunia. Zaufałam ŚWIATU.

I ŚWIAT przysyła mi pieniądze z nieoczekiwanych źródeł.

W życiu nie spodziewałabym się od Inge 150 euro w prezencie świątecznym. Jej prezenty zawsze były symboliczne. Finasowego wsparcia leczenia kotków od Zielonej Skarpetki też się nie spodziewałam.

Zielona Skarpetka zrobiła mi herbatę. Nałożyłam sobie, bo ona już sama siebie obsłużyła wcześniej, dwa kawałki tortu. Dwa kawałki z kawaków. :)

I zadowolona opadłam na krzesło tarasowe. Opadając na nie, lekko trąciłam stopą stolik.

Stolik też tarasowy, leciutki, niestabilny.

Herbaty było prawie po rant.

Zalałam świeży obrus, zakrywający zapaćkany białą farbą, ciemnobrązowy, pleciony blat. Sonia sprzedała mi ten komplet jako niemalże nowy, właściwie nieużywany.

Ale mnie podniosło to zdarzenie.

Zmęczona chciałam spokojnie usiąść, wypić herbatę i zjeść kawałek pysznego ciasta.

A przez moment nieuwagi mam plamę z czarnej herbaty na jasnym obrusie.

Namoczyłam. Jakiś odplamiacz.

Zielona Skarteka wychodzi. Jak się denerwuję, to ona wychodzi.

A ja zauważyłam, że przy niej TEATRALNIE się denerwuję. :D

Jakbym chciała oddać jej to, co ona robiła mi przez całe lata.

Ale jest w tej mojej złości duża różnica.

Nigdy nie kieruję jej przeciwko niej.

Po prostu wybucham. I za chwilę mi przechodzi.

Wybieram ścierki i ręczniki do prania.

Wstawię pralkę po wizycie fizjoterapeutki.

Szybkie mopowanie podłogi.

Parzę dla nas herbatkę owocową "Karaibskie Mango".

Dzwonek.

Chyba jest chwilę przed szóstą. :)

Herbatka, ciasteczka. Fizjo.

Boja NIE CHCE, całą sobą.

W ostatnich dniach gorzej chodzi. Pewnie mocniej ją boli.

Dobrze czuję się przy tej fizjoterapeutce. Bije od niej spokój i ciepło.

Żegnamy się.

Jesteśmy umówione za tydzień o tej samej porze.

Wstawiam pranie.

Ścierki i poszewka od poduszki elektrycznej są niedoprane.

Na poszewce są ślady krwi Poziomki, która polała się po zdjęciu opatrunku.

Chyba będę musiała użyć jakiegoś odplamiacza...

Pytam Zieloną Skarpetkę o mango. Czy jej smakowało.

Dałam jej jedno z tej paczki, jaką zamówiłam na CrowdFarming.com.

Musiało trochę poleżeć żeby dojrzało.

Ale warto było czekać.

Owoce są wspaniałe. I bilogiczne, co jest równie ważne.

Dwa dni temu zamówiłam skrzyneczkę z

Gujawagruszla (Psidium L.) – rodzaj obejmujący około 100 gatunków roślin tropikalnych z rodziny mirtowatych, znany też pod nazwami guawa, gwajawa, gojawa[3], psydia[4]. Rośliny te występują na Karaibach, w Ameryce Środkowej i w północnej części Ameryki Południowej.

Jadalne owoce gujawy pospolitej mają bardzo wysoką zawartość witaminy C (ok. pięć razy większą, niż pomarańcze). Zmniejsza się ona o około 20%, jeśli owoc jest zakonserwowany w syropie. Miąższ i nasiona owocu są też dobrym źródłem pektyny[7].

A tu trochę więcej informacji.

Dobrego, zdrowego dnia. :)

Komentarze

Popularne posty