Środa, siedemnastego grudnia.
Tego dnia pracowałam tylko u Niny.
Pecha miałam, bo stłukłam porcelanowe pudełeczko w formie serca.
Od kilku dni jestem niemiłosiernie obolała. Ciężko się pracuje w takiej kondycji.
Nie spodziewałam się takiego puzderka na szafce pod zlewem.
Plecy mnie bolały mocno.
Nie za bardzo się schylając złapałam szafkę, by ją odsunąć...
Puzderko musiało stać na samym brzegu.
ŚWIETNIE!
I to musiało zdarzyć się akurat dziś!
Kiedy ptrzede mną są takie ważne rozmowy.
Zrobiłam zdjęcie, by wiedzieć, czego mam w sieci szukać.
Ta porcelana jest droga.
Zrobiłam szybkie zakupy. Zdążyłam na autobus, który podwózł mnie bliżej domu.
A potem czekałam na rozmowę z Anetą.
Trwała ona ponad godzinę. Zakończyłam ją z mieszanymi uczuciami.
Ale było warto.
(Napiszę więcej, ale jeszcze nie dziś).
Później miałam rozmowę dotyczącą Blogvity.
To były dwie bardzo ważne dla mnie rozmowy.
Dopiero po nich napisałam do Niny, co się stało, przepraszając i pisząc, że już znalazłam taką samą szkatułkę i przyniosę ją, gdy przyjdę do pracy.
Nina natychmiast się nagrała, żebym tego nie robiła. Że ona dostała tę szkatułkę w prezencie i wcale jej się ten prezent nie spodobał. I absolutnie mam nie kupować nowej.
W takim razie dostanie wypasioną świecę zapachową. Wiem, że takie świece uwielbia i namiętnie je pali.
Zaraz potem poniosło mnie do kuchni. Przykleiłam pierwszy fragment listwy podsufitowej.
Fajnie to wygląda. Potem pomalowałam kolejne cztery kawałki i zostawiłam w kuchni do wyschnięcia.
Tak Sonia odmalowała mieszkanie.
Ktoś zainstalował karnisze w kuchni. No i sobie są.
A potem byłam już tak zmęczona, że poszłam do łóżka.
Komentarze
Prześlij komentarz