Piątek, szesnastego stycznia.
SŁOŃCE!!! 😍
Przekładam pracę dla Nory na weekend.
I po pracy dla Sandry idę w słońcu na autobus.
Wybieram się do Turka po mielone wołowo-baranie.
Kupuję od razu wątróbkę kurzą dla koteniek.
Poziomka lecznicze chrupki je bardzo chętnie, czego nie mogę powiedzieć o Bojce.
Znalazłam na nią sposób "na wątróbkę".
Dajemy radę.
Sklep, który wysłał mi nieodpwoiedni lek, twierdzi, że to jest NIEMOŻLIWE.
A jednak, dostałam coś innego niż zamówiłam...
Za radą Kasi, postarszyłam paragrafami. Przez cały piątek nie dostałam odpwoiedzi... A wcześniej odpisywali bardzo szybko.
Nie wiem jak sprawa się zakończy...
Jak się nie odezwą do środy, zgłoszę sprawę do PayPala, bo przez niego dokonuję odroczonej o trzydzieści dni płatności.
Nieważne, jak ta sprawa się zakończy, lek jest potrzebny. Zamówię w innym sklepie.
Od Tchibo dostałam odpowiedź bez sensu, bo pisałam, że zwrot dostałam, ale ZA MAŁO.
A ktoś mi na to, że dostałam wtedy i wtedy i podał właśnie tę za małą kwotę.
U Turka kupuję peperoni, kolendrę miętę, mielone i watróbkę i wracam do domu.
Nie chce mi się smażyć kotletów.
Robię tylko sałatę lodową, z marchewką, czerwoną papryką, kolendrą, miętą, fetą i sosem czosnkowym.
PYCHA!
Zdjęcie zrobione w mieszkaniu Zielonej Skarpetki... Kiedyś tam...
Dokopałam się do moich złotych kubeczków.
Cisza trwa.
W ogóle nie tęsnię za tym mieszkaniem.
A myślałam, że będzie mi go brakować...
Ale ja nigdy nie byłam tam u siebie, choć płaciłam połowę opłat...
A ile razy byłam z niego wywalana...
Mój wewnętrzyny głos mówi mi, że ta kobieta powinna zniknąć z mojego życia.
Boję się, ale nie mam cienia wątpliwości, że on ma rację.

Komentarze
Prześlij komentarz