Czwartek, dwudziestego drugiego stycznia. Koniec laby i urodziny Inge.
Łamanie forexowych zasad, które sama wypracowałam ZAWSZE kończy się źle. :)
Kiedyś może się nauczę, że NIE WOLNO! I stanie się dla mnie ŚWIĘTE!
I wtedy już nic mnie nie zatrzyma.
NIGDY! NIE MA SZYBCIEJ!
Na forexie WOLNIEJ znaczy SZYBCIEJ.
Straty poniosłam duże, ale JESTEM.
Po prostu będę grała mniejszą ilością pieniędzy i jak zawsze, codziennie będę wypłącała część zysków, o ile tylko się one pojawią.
To jest metoda by ostatecznie wychodzić na PLUS.
Udała mi się ta sztuka w ubiegłym roku, uda mi się i w tym.
Część pieniędzy musiałam wycofać, żeby zapłacić rachunki.
Rachuki, jakie miałam w tym miesiącu do uregulowania, już są uregulowane.
Pieniądze za mieszkanie za luty będę miała gotowe na koniec tego miesiąca.
Reasumując, wszystko jest pod kontrolą :)
******
Wczoraj przed południem przyjechał kurier z mięsem.
Sklep "uszczęśliwił" mnie GRATISEM w postaci... sama nie wiem, ile tych gratisowych buł do hamburgerów dołożył... Osiem? Dziesięć?
Pewnie tyle, ile hamburgerów zamówiłam.
Musiałam wyciągnąć z zamrażalki maliny i jakąś dziwną mieszankę warzyw, żeby jakoś wszystko w niej upchnąć.
Przy tej okazji zobaczyłam, że jedna z szuflad jest poważnie uszkodzona...
Pamiętam, że gdy po raz pierwszy otworzyłam zamrażarkę zdziwiłam się, że nic nie jest połamane.
Teraz już jest.
Zielona Skarpetka bez uzgodnienia tego ze mną, gdy była u mnie w domu, w czasie mojej nieobecności, szukała w mojej zamrażarce swoich rzeczy. Mówiłam jej, że są w szufladzie na samym dole.
Ale najwyrźniej zapomniała.
Poinformowała mnie:
- Zabrałam swoje krewetki, bo Twoje były otwarte.
Moje były otwarte, bo otworzyłam je dla nas.
- Szuflada się zacięła.
Nawet nie zająknęła się, że coś więcej się stało...
Czasami się zastanawiam, czy ona celowo czegoś nie niszczy...
Wytapetowała mi ścianę. Krzywo. Zapaćkała tapetę klejem. Idealnie udało mi się tę ścianę pomalować, ale pojawiły się jakieś jasne przebarwienia.
- To chyba od kleju. - skwitowała.
SUPER!
Owszem, ja też uszkodziłam kilka jej rzeczy. Nie mówię, że nie. I zawsze to był wypadek. I zawsze starałam się szkodę naprawić. Gdy uszkodziłam szufladę w lodówce, pojawiło się na ścinie pęknięcie, chciałam kupić nową szufladę, ale nie chciała.
Ona nie miała cywilnej odwagi, by się przyznać, że coś się stało....
Ustawiłam część regału w kuchni. Chciałam postawić dwa blaty. Pod jednym dwie półki, pod drugim jedna. Ale okazało się, że brakuje jednego elementu łączącego nogi.
Pewnie zgubił się w transporcie, bo kartony czekały na mnie na klatce. Jeden był poważnie uszkodzony.
Nie uważam, że to wina kuriera.
Kto pakuje dwa bardzo ciężkie regały do jednego bylejakiego kartonu?
Poza tym widzę, po wycięciach na kartonie, że dostałam regały ze zwrotu.
My we dwie nie mogłyśmy unieść jednego kartonu!
Napisałam do producenta, że karton był mocno uszkodzony i że brakuje mi tego elementu i proszę o jego dostarczenie.
Przyjechał drugi kurier z czekoladkami.
Zlikwidowałam GÓRĘ kartonów przeróżnych. Wyniosłam do piwnicy. Gdy będą zbierać kartony, to wystawię.
Daję sobie bana na zakupy internetowe.
Nie zniosę ani jednego kartonu więcej.
Robię wyjątek dla spożywki i chemii. Ale tylko tej koniecznej. Żadnego wydziwiania. Jak np. koreański olej z pachnotki. :) Kupię go, ale za jakiś czas.
Próbowałam coś tam jeszcze rozpakować, ale chyba nie za bardzo gdzie mam te rzeczy układać...
W rzeczach przeróżnych znalazłam, coś, co niesamowicie mnie ucieszyło.
Mam taki jeden ukochany biustonosz. Uwielbiam GO.
Ale on już nie daje rady.
Nie ma żdnej wszywki... Ani jaki rozmiar, ani jaki producent...
Zachowałam metki, wszywki, karteczki i wczoraj je znalazłam!
I mogę kupić TAKI SAM!
Na urodziny sobie kupię!
Trochę posprzątałam.
Wstawiłam pralkę.
Siebie włożyłam do pachnącej wanny.
Odczytałam wiadomość od Karlotty.
Ma nadzieję, że mi lepiej i że dziś się zobaczymy. Nie odpisałam jeszcze. Odpiszę o jakieś normalnej godzinie. Ja już tam nie pojadę.
Nie lubię jej. Nie lubię jej matki. Nie lubię energii tego miejsca.
Po prostu źle się tam czuję.
Pomarańcze chyba dobrze mi robią. Wydaje mi się, że stan moich żył się poprawia.
Ale nadal mam potworne bóle w kolanach. Bolą mnie stopy i łydki. I mam słabe nogi. Jak przykucnę, ciężko mi wstać...
Kiedyś słuchałam webinaru, który dotyczył toksycznych relacji i tego, że jak się z takiej relacji wyjdzie, ciało choruje.
W sumie to ja się mojemu ciału w ogóle nie dziwię...
Dostało po dupie w związku-niezwiązku, w ilości pracy, do której je zmusiłam, dojściach, targanych zakupach, przeprowadzką, niedosypianiem, warukami atmosferycznymi.
Nie miałam litości dla mojego ciała.
Nie miałam, bo nie miałam wyjścia i nadal go nie mam...
Teraz w jakimś sensie jest nawet gorzej, bo kompletnie sama muszę sobie ze wszystkim poradzić.
******
Dobrego, zdrowego dnia. :)
Komentarze
Prześlij komentarz